Skocz do zawartości
SimianVirus7

Poruszyła was jakaś scena w grze 2D?

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień Dobry, Dobry Wieczór,

Mam takie pytanko, bo ja jakoś tego nie widzę. Czy poruszyła was kiedyś jakakolwiek scena w grze 2D? Mogę sobie przypomnieć kilka tytułów w 3D przy których roniłem łzy (sztandarowy przykład to The Walking Dead i końcówka gry). W tych drugich da się odczuć lepszą immersję, nawet jeśli widok jest z 3. osoby. Jak to wygląda z grami 2D? Nie chodzi mi tylko o smutne momenty, ale też o takie kiedy czujesz... moc? Uczucie podobne kiedy dostajesz w ręce błyszczącego shotguna, a w tle zaczyna przygrywać muzyka heavy metalowa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Osobiście z takich indie gierek 2d największe emocje wzbudziły we mnie Iji oraz To The Moon

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Płakać na grach, nie płaczę, ale są takie momenty gdzie się morda cieszy, człowiek wczuwa się w tą fikcyjną scenkę itd. Taki Fallout1 i scena wygnania ze schronu, albo alternatywne zakończenie, gdzie supermutanty wbijają się nam do schronu 13, coś pięknego :) Hollow Knight i pierwsze zakończenie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

This War of Mine i Valiant Hearts (głównie przez historycznie wycinki, wielu rzeczy nie wiedziałem).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Osobiście smutłem na polskim Darkwoodzie kiedy pomagałem Piotrkowi:

 latest?cb=20160920143929

 

zbierać części na rakietę kosmiczną przez całą prawie grę. By potem odnaleźć jego rakietę roztrzaskaną gdzieś w jakimś polu po jego odlocie w kolejnym akcie gry:

latest?cb=20170101035031

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

o proszę, czyli jednak gra 2D może złapać za uczucia i to nie jedna czy dwie, podaliście nawet kilka tytułów. Dziękuje za odpowiedzi ^_^

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mnie osobiście bardzo zdenerwował moment w Tibii. Wracałem z desert questa mając w plecaku swoje pierwsze cc i palant co mi w queście pomagał zaczął mnie atakować, w związku z czym padłem w idiotyczny sposób ponieważ z braku bindów zatrzymywałem się i musiałem ręcznie wypijać miksturę leczniczą. Jeśli chodzi o inne gry 2D to momentami bardzo się denerwowałem grając w spelunky i w głupi sposób ginąłem, oczywiście ukończenie spelunków dawało mi wrażenie chwały i potwierdziło powiedzenie "nigdy się nie poddawaj". Oczywiście te wszystkie zdarzenia były losowe i może dlatego wywoływały we mnie mocne emocje. Z innych gier 2D, to bawiły mnie niektóre scenki w Podwójnych kłopotach Buda Tuckera, Hopkins FBI i w Wackach. W grach 3D też nie mogę nawiązać relacji z  postacią(Nie wiem jak to opisać), na tyle aby ją jakoś mocno wspominać. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Wojo napisał:

W grach 3D też nie mogę nawiązać relacji z  postacią(Nie wiem jak to opisać), na tyle aby ją jakoś mocno wspominać. 

mam taką teorię, że w grach 3D postacie ludzkie wpadają do uncanny valley, im nowsza produkcja, tym głębiej. grafika 2D daje tu dużo większe pole do popisu, bo daje więcej roboty wyobraźni. gry 3D też oczywiście mogą to robić (wasteland 2), ale z jakiegoś powodu tak już w branży gier się przyjęło, żeby z tej możliwości nie korzystać. a fabuła i dialogi mogą być świetne, ale dużo tracą, kiedy postacie mają takie ryje

 

1463510181302.png

 

a animacje i generalnie akcja są komicznie nieporadne. w tym najnowszym deus eksie wprowadzili jeszcze dynamiczną gestykulację i mimikę, to już w ogóle poziom cyrkowy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Cóż, mam nadzieje, że kiedyś uda mi się stworzyć grę 2D która wywoła jakiekolwiek uczucia oprócz odruchów wymiotnych. Na razie chciałbym stworzyć jakąkolwiek grę, ale te opinie są mi bardzo przydatne :P

Przytoczę tu tylko taki przykład z mojego życia, kiedy powoli wypalało się we mnie zamiłowanie do grania w komputer ale nagle do rąk trafił mi Far Cry 3. Bardzo dobrze wspominam ten tytuł, łyknąłem go od razu, a na zakończeniu czułem niesamowitą pustkę i dumę z przeżycia świetnej przygody. Mieszanka uczuć kiedy Jason uświadamia sobie, że stał się potworem i muzyka temu towarzysząca. Klimat w takich scenach to coś czego oczekuje od gier.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że system zdarzeń losowych w grach to jest coś, co potrafi wywołać wiele emocji (przynajmniej u mnie). Jak gram w coś z konkretną fabułą często wiem, że nic "ważniejszego" mnie nie zaskoczy. Jeśli na początku gry wpadamy w tarapaty i goni nas jakiś psychopata i próbuje nas zabić to wiadomo, że nas nie zabije bo to jest przecież początek gry, a w takich grach z systemem zdarzeń losowych rozgrywka jest za każdym razem inna, i to nawet pomimo zaplanowanego scenariusza. Teraz do głowy przychodzi mi przykład z fallouta 3 kiedy to przy którejś rozgrywce z kolei przemierzałem pustkowia jak zawsze, aż tu nagle gościa gonił gigantyczny skorpion, takie sytuacje sprawiają, że jestem zainteresowany dalszą rozgrywką. Fable: the lost chapters czyli RPG z dość małą swobodą poruszania się po świecie (jak na standardy dzisiejszych gier), nadal jest jedną z moich ulubionych gier, wydaje mi się, że jest to głównie za sprawą w miarę swobodnego podejmowania decyzji (możemy rozkochiwać w sobie panny i kawalerów, psuć lub zdobywać reputację na świecie, wykonywać masę pobocznych zadań i wiele innych). Innym rodzajem gier (już z mniej otwartą rozgrywką i swobodą działań) które lubię, są strzelanki pierwszoosobowe z liniowymi poziomami, najczęściej w tego typu grach strzelanie sprawia mi ogromną satysfakcję (bo jest dobrze zrobione) i sprawia, że za wszelką cenę chcę ukończyć dany etap (fabuła nie ma dla mnie większego znaczenia).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Popłakałem się, kiedy mama Seida umarła.

 

A teraz na serio. W grach z gatunku visual novel, np. Ace Attorney, Danganronpa, zwykle pełno jest chwytających za serce momentów, mimo że postacie to tylko płaskie nieruchawe sprite'y.

 

No i oczywiście klasyczne przygodówki. Grałem za dzieciaka w gry LucasArts, Day of the Tentacle, Monkey Island, Sam & Max i czułem się wtedy, jakbym oglądał znakomity film animowany.

 

Co jeszcze... W serii Hotline Miami fabuła jest zakręcona i sporo jest szokujących momentów. Ale też jest uczucie satysfakcji, kiedy uda nam się przejść poziom, szczególnie ze sporym kombo.

Pamiętam też, jak triumfowałem, kiedy przeszedłem ostatniego (cholernie trudnego) bossa w Outland.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

w sumie nawet nie wypowiedziałem sie na temat. wzruszać to gry mnie nie wzruszają, chyba jestem już za stary, a wszelkie inne stany emocjonalne towarzyszące grom raczej wynikają z czynników pozagrowych, aniżeli ich samych. ale taki przykład, który teraz przychodzi mi do głowy, to spelunky, te pierwsze z 2009 - tak, jak wojo powiedział, każda nowa gra to była nieprzewidywalna przygoda, tym bardziej, że ta gra miała wyjebane na ciebie - zawsze możesz zdechnąć w jakiś niesprawiedliwy sposób, a odkrycie sekretów świata gry to w dużej mierze łut szczęścia. blood z 1997 w sumie można nazwać grą 2D, a naprawdę niewiele gier potrafiło mnie tak pochłonąć. trudno mi wskazać, jak ta gra to robi, ale po prostu czuję się w niej jak prawdziwy element świata gry, a to przecież prosta strzelanka na buildzie

no i muszę wspomnieć o najlepszej grze w historii, czyli falloucie. grając w niego towarzyszy mi uczucie, którego nie potrafię opisać, po prostu w falloucie czuję się jak we własnym domu :) przez całe życie spędziłem z F1 i F2 tyle czasu, że to absurd. nie jestem pewien, czy nie mówimy tu o pięciocyfrowej liczbie godzin. ale dla mnie to pierwsza część jest bezapelacyjnym czempionem i największym dziełem sztuki. tak naprawdę to znam tę grę na pamięć i nawet nie potrzebuję komputera, równie dobrze mogę ją sobie odegrać we własnej głowie

powiedziałbym coś o underrail, ale ta końcówka naprawdę wszystko zepsuła i jestem obrażony na tę grę

 

muszę jednak wspomnieć o grach 3D, mianowicie o deus eksach, które wspomniałem w poprzednim poście. skradanki to był niegdyś mój ulubiony gatunek, a ta seria naprawdę potrafiła mi dać to poczucie zaszczucia i zagrożenia wokół, a także takie dziecinne poczucie bezpieczeństwa, gdy siedziałem w ciasnym szybie wentylacyjnym i wiedziałem, że tam jest bezpiecznie i wrogowie mnie nie zobaczą. twórcy zarówno pierwszej części, jak i tych z jensenem potrafili się bawić z psychiką gracza. no i to jedne z naprawdę niewielu gier, które po ukończeniu zostawiły mnie z tym samym uczuciem pustki, które następuje po skończeniu jakiejś dobrej książki fabularnej. swoją drogą, jest jakieś słowo na to?

 

5 godzin temu, Wojo napisał:

Fable: the lost chapters czyli RPG z dość małą swobodą poruszania się po świecie (jak na standardy dzisiejszych gier), nadal jest jedną z moich ulubionych gier,

za dzieciaka uwielbiałem tę grę i fakt, w niektórych momentach miało się łzy w oczach (oczywiscie w przenośni, bo nie jestem pedałem, żeby płakać), chyba właśnie głównie przez wspomniany przez ciebie system podejmowania decyzji. wprawdzie decyzje i moralność były w fable dziecinnie naiwne, ale właśnie o to chodziło w tej grze i idealnie wpisywały się one w przyjętą konwencję, dlatego tak zapadały w pamięć. wprawdzie dzisiaj ta gra nie ciekawi mnie zbytnio, ale dla dzieciaka jest to świetna pozycja. nie grałem w dalsze części, bo podobno są strasznie słabe

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Za dzieciaka najwięcej emocji wywołała we mnie gra Gothic 1. Gra którą można kochać albo nienawidzić. Klimat w tej grze jest tak niesamowity. Pamiętam, że po kolonii hopsałem tylko kiedy był dzień, bo noc poza obozami wywoływała we mnie dreszcze. Najbardziej stresujące dla mnie sytuacje to były podczas wyprawy ze Starego Obozu do Starej Kopalni, bałem się przechodzić przez ten las dzielące te lokacje. Chociaż to nic z porównaniem z Cmentarzyskiem Orków. Zawsze jak grałem wieczorami w gothica i dochodziłem do momentu misji gdzie miałem odwiedzić to miejsce, zapisywałem grę przed mostem i kontynuowałem ją na następny dzień w południe, a i tak nie czułem się zbyt bezpiecznie. Udźwiękowienie też było świetne, do dziś słyszę w głowię soundtrack ze Starego Obozu. Cała ta gra wywoływała we mnie wielkie emocję. Niemniej jest to stworzone w 3D, także nie na temat :P Ale chciałem się tym podzielić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gothic miał bardzo dobry soundtrack i pełne polskie tłumaczenie było chyba czymś co przyczyniło się do dużej ilości polskich fanów. 
@exp

Ja przechodziłem z nudów kilka razy Fable bo to była dość krótka gierka, ale w dalszym ciągu sprawiało mi satysfakcję wykonywanie tych samych zadań po raz kolejny. Jakoś rok temu grałem w Fable 3 ale jakoś mi się nie spodobało. W pierwszej części bardzo fajne było to, że kierujemy postacią niemal przez całe jej życie i dodatkowo po walkach na ciele naszej postaci przybywa blizn, a jeśli dobrze pamiętam to też się tyło (podobnie jak w GTA:San Andreas).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, exp napisał:

 

no i muszę wspomnieć o najlepszej grze w historii, czyli falloucie. grając w niego towarzyszy mi uczucie, którego nie potrafię opisać, po prostu w falloucie czuję się jak we własnym domu :) przez całe życie spędziłem z F1 i F2 tyle czasu, że to absurd. nie jestem pewien, czy nie mówimy tu o pięciocyfrowej liczbie godzin. ale dla mnie to pierwsza część jest bezapelacyjnym czempionem i największym dziełem sztuki. tak naprawdę to znam tę grę na pamięć i nawet nie potrzebuję komputera, równie dobrze mogę ją sobie odegrać we własnej głowie

 

 

Widać, że ktoś tu się dobrze zna na grach :) Z reguły jak przejdę jakąś grę single player, to do niej nie wracam, ale z pierwszym Falloutami mam tak, że raz na jakiś czas bierze mnie taka chcica, że muszę kolejny raz zatopić się w ten świat. Szkoda, że takich erpegów się nie robi. Prawdziwy brutalny świat bez elfów, magii i innych takich. RPG w którym naprawdę podejmujesz decyzję i masz wpływ na otoczenie. Większość erpgeów mydli oczy toną tekstu, marketingowym bełkotem, a jak przyjdzie co do czego, to gra jest strasznie liniowa i każdy quest wykonuje się na jeden przewidziany sposób. Ludzie do dzisiaj podniecają się Baldurami, a tam wszystko było iluzją, jakiej opcji dialogowej byś nie wybrał, to nie miało to zupełnie znaczenia. W Falloucie to każdy quest można wykonać na wiele sposobów, a i tak większość z nich jest opcjonalnych. Questy poboczne, to nie tylko fecz questy, ale normalne duże rozbudowane zadania, które można wykonać albo przejść grę o nich nawet nie wiedząc. F2 to już w ogóle, takie F1, tylko na sterydach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 21.02.2019 o 21:17, Wojo napisał:

dodatkowo po walkach na ciele naszej postaci przybywa blizn, a jeśli dobrze pamiętam to też się tyło (podobnie jak w GTA:San Andreas).

jeszcze jak robiliśmy złe (według gry) rzeczy, to rosły nam rogi :D

  • Lubię (+1) 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się tutaj

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×